Sopot - Z Bieszczadów do Sopotu.
Podczas kolejnych wspaniałych wakacji studenckich, mimowolnie wylądowałem w Sopocie. Mieszkałem i studiowałem we Wrocławiu. Dla studenta wędrującego po górach Bieszczady były bardzo atrakcyjne, szczególnie jeszcze w latach 80 - tych XX wieku. Tygodniowa włóczęga skończyła mi się wcześniej przemoczeniem górskiego obuwia. W Bazie Namiotowej Rabe, była taka ulewa, że moje stojące pod zadaszeniem buty woda poniosła do potoku. Szczęśliwie daleko nie popłynęły, ale podczas suszenia obok kuchni bazowej, przypadkiem zajęło się ogniem drewno na którym suszyłem buty. W sandałach wracałem sam autostopem. Z Ustrzyk Dolnych miałem okazje, która związana była z Sopotem. Super szybko dotarłem nad Bałtyk.
Sopot dawno nie widział takiego ewenement mającego siekierę i łopatkę zamocowaną do plecaka. Bynajmniej nie był to sprzęt do piasku na plaży. Gościu w panterce i z wielkim kapeluszem zwracał uwagę letników. Mnie to niewiele przeszkadzało, a Sopot urzekł od pierwszej wizyty. Potem dzieliłem wakacje na góry i morze.